Zaangażowanie finansowe ze strony przedsiębiorcy to pierwszy element łańcucha wartości w procesie finansowania przedsięwzięcia. W kolejnej rundzie finansowania pojawiają się wspomniane anioły biznesu i fundusze Seed Capital. Ponieważ obydwaj gracze inwestują w najbardziej ryzykownym momencie życia firmy (seed, start-up), zachodzą analogie w podejściu do inwestycji, ale pojawiają się też różnice, o których warto wiedzieć. Pisałem już wcześniej na temat limitów inwestycyjnych, jakie występują w pierwszej rundzie finansowania. Inwestycja ze strony aniołów biznesu, zwykle nie przekracza miliona złotych. Jest to kwota, która w połączeniu z wkładem własnym pomysłodawcy oraz (coraz częściej) kwotą dofinansowania z programów UE, stanowić może dobry budżet na start projektu.
Aniołowie biznesu inwestują własne środki, motywowani chęcią pomnożenia kapitału, afiliacji społecznej, oraz objęcia roli mentorów. Często działa także żyłka przedsiębiorcy. Fundusze Seed Capital, jako inwestorzy z zawodu, działają zwykle w modelu partnerskim, inwestując kapitał w celu jego pomnożenia. Oprócz płynności finansowej dostarczają know-how biznesowy. Wspierają procesy zarządzania spółką udostępniając swoje kontakty biznesowe. Często angażują się w negocjacje z dostawcami i partnerami, wzmacniając wiarygodność przedsiębiorcy.
Kluczową informacja dla każdego z was, to fakt, że inwestorzy zewnętrzni inwestują w spółkę obejmując w niej udziały, a nie w sam projekt (w kolejnym odcinku dotyczącym procesu inwestycyjnego wyjaśnię co to oznacza)!
Następne rundy finansowania to kolejni gracze: Fundusze Venture Capital (lokalne, regionalne oraz globalne) oraz fundusze Private Equity. Wkraczają one do gry zwykle na dalszym etapie rozwoju (dojrzałości) biznesu. Fundusze, które inwestują w fazę ekspansji, przyglądają się spółce pod kątem, możliwości podkręcenia modelu biznesowego. W takim momencie, spółka posiada już ugruntowaną pozycję na rynku, zaufanych klientów, dostawców i partnerów. Zazwyczaj bilans firmy jest już mocny. W takim momencie firma poszukuje dodatkowego kapitału celem sfinansowania nowych produktów/usług lub wejścia na nowe rynki (najlepiej zagraniczne). Fundusze Private Equity, których próg inwestycyjny zwykle zaczyna się od stu milionów złotych (w przypadku spółek krajowych), lub dolarów/euro (w przypadku spółek międzynarodowych), analizują potencjalne inwestycje pod kątem możliwości połączenia ze spółkami portfelowymi, restrukturyzacji majątku, oraz tzw. dźwigni finansowej (np. finansowanie długiem bankowym). Świadomość strategii inwestycyjnej poszczególnych graczy, umożliwia skuteczne poruszanie się na rynku. W praktyce oznacza możliwość zapukania we właściwe drzwi – czyli, minimalizacje cennego czasu na poszukiwanie finansowania.
Czy warto pozyskiwać inwestora zewnętrznego...? Odpowiedź pojawia się spontanicznie, po chwili obserwacji świata wokół nas. Cykl życia produktów i usług skraca się radykalnie. Nie pamiętamy wczorajszych informacji, technologiczna nowość sprzed pół roku w naszej kieszeni, okazuje się angle synonimem stania poza trendami.
Podobnie mają się sprawy z budowaniem firmy. Jeśli robimy to w sposób klasyczny (bez smart money), możemy nie zdążyć przebić się z genialnym pomysłem na rynek. A jeśli nawet, istnieje spore prawdopodobieństwo, że ktoś nas wyprzedzi. W erze powszechnegodostępu do informacji, strategia time to market często jest jedyną realnie skuteczną. Pamiętamy przecież niedawne starcie globalnego giganta eBay z solidnie rozwijającym się, ale lokalnym, Allegro. Warto więc łączyć swoją kreatywność i żyłkę przedsiębiorcy z kapitałem i doświadczeniem funduszu. Przy odrobinie dobrej karmy powstanie z tego świetny akcelerator wzrostu!
Źródło: Blog Wojciecha Szapiela - Eksperta projektu